Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Zaangażowanie w pracy

Homo corporaticus zaangażowani w pracy w biurze i w domu dzięki technologicznym kajdankom, w czasie wolnym i podczas snu, bo umysł się nie wyłącza.

No bo z jakiej, do cholery, racji, człowiek miał być zadowolony z tego, że wyrwany ze snu przez budzik, wyskakiwał z łóżka o 6.30 rano, wmuszał w siebie jakieś jedzenie, wysrał się, wysikał, umył zęby, przyczesał włosy, naużerał się z ulicznymi korkami, po to żeby dostać się tam, gdzie przysparzać miał grubszych pieniędzy komuś innemu i gdzie w dodatku oczekiwano od niego wdzięczności za to, że mu taką szansę oferowano- Charles Bukowski

Identyfikacja z firmą, zgoda na nadgodziny, brak dystansu do pracy i wynikający z tego stres i przepracowanie to wynik prania mózgów. Oczywiście, nawet jeśli mamy już dość pracy, to jej rzucenie nie zawsze jest możliwe i sensowne. I tak jesteśmy uwiązani kredytami. Ale zawsze możemy sobie uświadomić, że ten obowiązujący model, wymagający zaangażowania w pracy kosztem jakości własnego życia, to tylko umowna norma społeczna. Szkodliwa dla nas, ale zyskowna dla pracodawców. Żeby jakoś w niej funkcjonować, dobrze jest dostrzec jej relatywność. Mieć świadomość, że Wasze zmęczenie pracą, zniechęcenie to odruch normalny. Inaczej grozi nam pracoholizm, przepracowanie, wypalenie zawodowe i inne problemy psychiczne. Lub po prostu poświęcenie kawału własnego życia na wypełnianie cudzych celów. Nabranie dystansu jest najważniejszym krokiem do zadbania o siebie.

Praca w korporacji wymaga pasji i zaangażowania

Pieniądze są potrzebne, a praca bez satysfakcji i zaangażowania to tortura. Ale czy samorealizowanie się w pracy samo w sobie jest wartością? Większość z nas nie wymyśla lekarstwa na raka, tylko stara się zaprojektować, wyprodukować lub sprzedaż więcej. Nie dla siebie, tylko dla firmy.Każdy z nas, w taki czy inny sposób, zbiera bawełnę dla białego pana- James Lee BurkeCzy przez nasze zaangażowanie w pracy nasze życie i świat robi się lepszy,? Czy może firma po prostu sprzeda więcej lub taniej wyprodukuje? Czy czasem nie wypruwamy żył, poświęcamy czas, energię i nerwy, by napychać portfel komuś innemu?

Ile i kosztem czego ta pasja i zaangażowanie w pracy? Płacimy za nią nie tylko nadgodzinami. Również energią potrzebną by na koniec dnia lub tygodnia zrobić coś, co my uważamy za ważne, a nie firma. Czy wystarcza jej, by realizować nasze cele i wyobrażenia z czasów przed korporacją? Czy tak chcemy przeżyć życie, dociągnąć do emerytury? Nasze życie to nasz obowiązek, firma dba tylko o siebie.

Atmosfera w pracy jako motywator, czyli firmowa socjotechnika

Korporacje są niebezpieczne m.in. dlatego, że mając świetną socjotechnikę, uzależniają. Poprzez atmosferę w pracy pełną zaangażowania, poczucia sprostania wysokim wymaganiom i podejmowania ambitnych wyzwań, tworzą mechanizm dobrowolnej rezygnacji z własnych celów oraz indywidualności i stopniowego zastępowania ich korporacyjnymi. A my, zmotywowani tą atmosferą i zaangażowani, korpolud w Mordorze, lub innej lokalizacji, sprawdzamy się, przezwyciężając trudności, wymyślając kreatywne rozwiązanie problemów, tworzymy coś nowego lub poprawiamy dotychczasowe wyniki korporacji. Przyswajamy sobie korporacyjne cele, normy i wartości, sposoby działania, komunikacji, a nawet ocenę rzeczywistości. Tkwimy w sidłach korporacji bez poczucia przymusu, bo chcemy. Bo przecież się realizujemy!
Pochwała pracy jest jednym z najgorszych bzików współczesności- Hagiwara Sakutaro

Czy mieliście poczucie, że open space to równoległa rzeczywistość, której granice wyznaczają projekty, czelendże, kejpiaje z własnym językiem – korpomową. Czy czuliście, że żyjemy w wykreowanym korpoświecie, który przez ponad 8 godzin dziennie wydaje się bardziej realny od tego na zewnątrz biura? Pamiętam dzień, w którym dokonano ataku terrorystycznego gdzieś w Europie, a więc blisko. Rozmowy przy lunchu ledwo poruszyły ten temat, bo ważniejsze były projekty do omówienia. Możemy to negować, ale zastanówcie się, czy im bardziej angażujemy się przyjmując tożsamość firmową, tym bardziej tracimy coś z własnej indywidualności i głębi własnego życia?

Podkręcanie efektywności w pracy i zarządzanie czasem prowadzą do przepracowania i wypalenia zawodowego.

Wszystko jest pilne i musi być zrobione asap. Roboty jest tyle, że jak coś dołożą, to już nie robi różnicy. Nie ma kiedy przysłowiowych taczek załadować. Ale firma dba o pracownika i oferuje rozwiązania. Co prawda nie takie, które wydają się logiczne i oczywiste jak zwiększenie liczby osób pracujących nad projektem, wydłużenie czasu na jego zrobienie, lub możliwość odłożenia innych zadań. Proponowane rozwiązanie jest lepsze, bo umożliwia pracownikowi rozwój! Rozwój przez lepsze ZARZĄDZANIE CZASEM, STRESEM, zwiększenie EFEKTYWNOŚCI.Na karuzeli mądry chomik biega powoli

Tymczasem zwiększanie efektywności i wydajności to robienie z nas frajerów a zarządzanie czasem to mydlenie oczu!

Jeśli staniecie się bardziej efektywni, to co firma zrobi z zaoszczędzonym czasem? Czy firma Wam go odda? Nie sądzę. Dołożą Wam roboty, w uznaniu Waszej efektywności. Czy dwa komputery o różnej mocy kosztują tyle samo? Dlaczego Wy macie zwiększać wydajność za darmo? Owszem wzrost efektywności jest częściowo rekompensowany pracownikowi przez wzrost zarobków, o czym przeczytacie np. w Overworked American. Odpowiedzcie sobie jednak sami – czy z każdym zwiększeniem tempa pracy, zakresu obowiązków dostajecie podwyżkę? Cenę za wzrost wydajności w postaci większego napięcia, ciągłego skupienia, pracy pod zwiększoną presją, przepracowania, czy wręcz wypalenia zawodowego płacicie Wy. Wasz poziom stresu wzrasta, waszych współpracowników, których stresujecie Waszym podenerwowaniem i Wasze rodziny, gdy przynosicie stres do domu.

Jeśli będziesz przykładnie pracować osiem godzin dziennie, może Ci się kiedyś uda zostać kierownikiem i pracować dwanaście- Robert Lee Frost

I jeszcze trzeba znosić tę narrację, że zaangażowanie w pracy prowadzi do sukcesu. Tymczasem ciągłe reorganizacje powodują, że możliwość de-rekrutacji jest wielokrotnie wyższa niż awansu. Na każdym stanowisku. Spinkopraca, maksimum wydajności, dyspozycyjności, ciągle na wysokich obrotach? Przepracowanie i wypalenie zawodowe czeka. Nie bądźmy frajerami!

Pieniądze często kosztują zbyt wiele- R.W. Emerson

Czy korporacje wykorzystują czy marnują potencjał pracowników?

Korporacje potrafią być bardzo sprawne i efektywne w osiąganiu celów. Starają się zwiększać wydajność pracy, jednocześnie często marnując potencjał swoich pracowników. David Graeber w Pracy bez sensu opisał narastające zjawisko występowanie prac, które nie przynoszą satysfakcji pracownikom, korzyści firmie i, której efekty nie są potrzebne klientom. Te prace bez sensu są nie tylko rozpowszechnione w sektorze publicznym, ale także w prywatnych firmach, w tym w dużych korporacjach. Nawet jeśli sama praca jeszcze zasadniczo ma sens i daje satysfakcję, to zawiera rosnącą ilość zadań, które są stratą czasu i powodują, że masz dość pracy.

Niespecjalnie to dziwi. Zmiany w wizji i strategii firmy odbywają się stale. Z każdą zmianą na średnim i wysokim stanowisku osoba je zajmująca czuje, że żeby się wykazać musi zmienić kierunek. Że dopiero teraz, pod wpływem jej przywództwa wzrosną efekty pracy. (Czy spotkaliście się kiedyś z sytuacją, w której nowy szef powiedział – „poprawimy tylko drobiazgi, robimy to, co robiliśmy do tej pory”).

Z uwagi na ciągłe zmiany, projekty po rozpoczęciu, w które już zainwestowano czas i pieniądze są wstrzymywane, a rozpoczynane są nowe. Wtedy wyniki pracy ostatnich miesięcy można włożyć do niszczarki dokumentów. W wersji optymistycznej do szuflady i czekać na kolejną zmianę szefa i/lub strategii. Bo zmiany w firmie są cykliczne: wstrzymane projekty są wskrzeszane, po fali redukcji zatrudnienia ludzie przyjmowani na nowo. I raczej nie wiąże się to z reagowaniem na cykliczność świata zewnętrznego. Często wynika to z wewnętrznej zmiany w równoległym korpoświecie – komuś gdzieś na wyższych szczeblach drabiny zmieniła się wizja.

Jednym z objawów zbliżającego się załamania nerwowego jest przekonanie, że wykonujemy niezwykle ważną pracę- Bernard Russel

Praca w korporacji, i nie tylko tam, to spotkania, produkowanie prezentacji, raportów, zestawień, budżetów, dokumentów przy wypełnianiu licznych procedur. Tysiące maili lub wiadomości w różnych komunikatorach firmowych typu „za chwilę wyślę Ci maila”, maili dupochronów, maili budujących własną markę, pokazujących jaki kawał roboty się odwaliło i problemy rozwiązało. Lean Management nie obowiązuje w ilości wymienianej informacji. Dlatego najtrafniejszy opis obowiązków służbowych to „moja praca polega na pisaniu maili”.
Dopóki pracujesz nie ma czasu spojrzeć życiu w oczy- Carlos Ruiz Zafon

Work life balance czy pracoholizm

Firmowa mantra o work life balance to opium dla pracowników. Żeby ich uspokoić, że firma nie chce doprowadzić do rozwinięcia się pracoholizmu, przepracowania, czy wypalenia zawodowego. Niektórzy specjaliści od HR może faktycznie w to wierzą. I pewnie dlatego przykładem firm dbających o pracownika są takie, które biura zamieniają w małe miasteczka. Można w nich poćwiczyć, zagrać w kręgle, zrobić małe zakupy, oddać rzeczy do pralni. Żeby mieć „life” nie wychodząc z pracy. Gdy życie przeniesiemy do biura, Wasz „work-life” balance będzie zawsze dobry. Czy przenoszenie czynności poza biurem do biura nie wpycha w pracoholizm i totalne uzależnienie od firmy? Takiego połączenia życia z pracą chcecie?

Może dostajesz jakieś karty i karnety, żeby np. uprawiać sport. Nie masz czasu, by je wykorzystać, bo siedzisz w pracy? Firma zorganizuje trening jak zwiększyć swoja wydajność, czyli „jak wykonać więcej w krótszym czasie, ale za to w większym stresie”.

Pułapka pracy online przy za dużym zaangażowaniu w pracy

Home office stał się możliwy dzięki nowym technologiach i wielu z nas wcale nie musi być w biurze, by pracować. Możliwość pracy online była wykorzystywana jako argument, że firma dba o life-work balance. Covid zmusił nawet najbardziej niechętne firmy, by zaufały pracownikom, że podczas home office będą jednak pracować, a nie sprawdzać fb, czy sprzątać mieszkanie. Zasadniczo to dobra rzecz, gdy elastycznie można dopasować do swoich potrzeb gdzie i kiedy się pracuje. Ale w rzeczywistości to nie praca dopasowuje się do naszych potrzeb tylko my do pracy. Jeśli pracujemy online, to znaczy, że z biura nigdy nie wychodzimy, że jesteśmy zawsze dostępni. Internet umożliwia dostęp z domu do dokumentów, systemów, komunikację z innymi pracownikami. Niektórzy potrafią asertywnie przestać reagować na wiadomości, czy telefony po godzinach pracy. Jednak z moich obserwacji znajomych wynika, że ta asertywność jest tylko na poziomie deklaratywnym. Praca nie kończy się z chwilą wyłączenia służbowego komputera.Praca nie ucieknie gdy pokazujesz dziecku tęczę, ale tęcza nie czeka aż skończysz pracować- powiedzenie chińskie

Zarządzanie zasobami ludzkimi.

Firma chce zawsze więcej, najważniejsze są rezultaty i zadowolenie akcjonariuszy. Cokolwiek nam wciskają, to nie pracownicy są na pierwszym miejscu.

Dział zarządzania personelem jest po to by chronić firmę przed jej personelem- anonimowe

Nazwa działu zarządzania zasobami ludzkimi ma znaczenie – pracownicy to zasób, którym się zarządza jak wszystkim innym. Używa się go więcej w lepszych, mniej w gorszych czasach. Ludzie to pozycja w tabelkach z kosztami a firma to nie rodzina. W rodzinie nie zmniejsza się liczby członków, gdy dochody są niskie. W rodzinie nie liczą się na pierwszym miejscu rezultaty finansowe. Imprezy firmowe, wyjazdy szkoleniowe itp. to część budowania atmosfery pracy. To subtelna indoktrynacja, byśmy czuli się bardziej związani z firmą, intensywniej się angażowali, a przez to byli bardziej produktywni. Oczywiście praca bez zaangażowania, która nie ma sensu to piekło. Ale, angażując się nie zapominajmy, że zasoby ludzkie to skrzynka z narzędziami, podlegająca amortyzacji. Można przenieść z jednego miejsca w drugie, lub wyrzucić. Jesteśmy małym trybikiem w dużej maszynie, bez którego i tak będzie funkcjonować.