Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


CrazyBusy Overstretched, Overbooked And About To Snap

arte Slow Life

Sztuka leniuchowania. O szczęściu nicnierobienia.

Autopilot – sztuka i nauka bezczynności

The Overworked American

Istnieje pogląd, że obecne narzekania na tempo życia i tęsknota do jego zwolnienia to nic nowego i że każdemu pokoleniu wydaje się że wcześniej żyło się spokojniej. Faktycznie, też uważam, że każda kolejna epoka jest szybsza od poprzedzającej. Jednak obecna zmiana nie jest już tylko ilościowa lecz jakościowa. Jeśli Hallowell, lekarz psychiatrii, specjalizujący się w zaburzeniach uwagi, w swojej książce zauważa że zachowania nowoczesnych społeczeństw wykazują typowe kliniczne objawy ADD (attention deficit disorder), to próby zwolnienia i uspokojenia życia należy widzieć jako zdrowy odruch. A przeładowywanie codzienności to forma zaburzenia, w efekcie którego traci się kontakt z częścią rzeczywistości i z samym sobą.

Pierwsza część książki opisuje jak przez nasze wyuczone ADD tracimy radość i poczucie szczęścia. Jak coraz intensywniejsze kontakty cyfrowe zastępują kontakty osobiste. Jak próbujemy być efektywniejsi, lepiej zorganizowani a przez to uzależniamy się od szybkości, podniet, stanu ciągłej aktywności i pobudzenia. Nikt już nie potrafi czekać, nawet jeśli mamy czas. Stale jesteśmy niecierpliwi, stale musi
się coś dziać – nie zatrzymuj się, nie zwalniaj, nie ociągaj, reaguj błyskawicznie.
Wystarczy że jest szybko by nie było nudnie. Nasze zagonienie powstaje nie tylko
w reakcji na przymus z zewnątrz lecz jest również wewnętrzne, tworzone przez nas
samych. To nie ADD tylko ciężki przypadek współczesnego życia, jak pisze autor. Tymczasem ta szybka egzystencja może i jest ekscytująca ale bardzo powierzchowna. To co głębokie, oryginalne, kreatywne dzieje się na ogół wolno. Rzeczą rozsądną jest chronienie warunków, w których jesteśmy kreatywni. Tymczasem robimy coś przeciwnego. Stworzyliśmy świat, który nagradza przede wszystkim szybkość – robienie więcej w krótszym czasie oraz brak przestojów. To ukazuje krótkowzroczność (używając delikatnego określenia) naszych sposobów zarządzania, skupiania się na celach, efektywności i pracy pod presją. Nie wspominając o tym że sabotujemy osobiste szczęście.

Odpowiedzią nie jest rezygnacja ze współczesnego życia z udogodnieniami technicznymi. Powrót do ery przed-informacyjnej ani nie jest możliwy, ani pożądany. Stracilibyśmy wiele pozytywnych materialnych i psychologicznych aspektów nowoczesności. Sposobem na szczęśliwe życie w świecie z ADD jest skupienie się na rzeczach dla nas ważnych i niezbędnych oraz pozbycie się wszystkiego co zaśmieca, jest mało istotne i zabiera czas. Hallowell opisuje kilkanaście stanów występujących chyba u wszystkich, które najzwyczajniej psują nam życie. Np.: screensucking – marnowanie czasu przez wpatrywanie się w ekran (jakikolwiek), info addict (uzależnienie od informacji), spray effect – to co dzieje się z naszą uwagą, gdy próbujemy nią obdzielić zbyt wiele rzeczy i w efekcie na żadnej z nich nie koncentrujemy się wystarczająco, gemmelsmerch (wymyślone słowo) – siła, która odwraca naszą uwagę od czynności, które powinniśmy wykonać i powoduje, że zajmujemy się czymś innym, lub tracimy czas. Tymczasem mamy więcej kontroli nad tym czym wypełniamy życie niż nam się wydaje. Wystarczy (tylko i aż!) być bardziej świadomym i wymagającym co do tego jak inwestujemy czas i energię (popatrz również tu).

Dla tych, którzy potrzebują pomocy w zidentyfikowaniu czasowypełniaczy bez wartości Hallowell oferuje dosyć rozbudowaną metodę zmierzenia subiektywnej wartości tego co wypełnia nasz dzień. Może być bardzo pomocna. Gdy wiemy już co jest dla nas ważne Hallowell sugeruje jak stworzyć osobistą strategię odzyskiwania kontroli nad czasem. Nie są to jednak proste, dosłowne wskazówki, bo te nie są wystarczająco uniwersalne. Zwolnienie wymaga więc pracy – zastanowienia się nad własnym życiem. No i mamy trochę błędne koło bo do tego tez trzeba znaleźć czas. Ale kto go nie przerwie – przegrywa życie.

https://www.arte.tv/pl/videos/RC-014294/slow-life/

Cykl dziesięciu krótkich, około sześciominutowych filmów, ale nie o slow life tylko o jego przeciwieństwie – o współczesnym szybkim, przeładowanym aktywnościami i informacjami, życiu.

To jest lustro przyłożone nowoczesnemu społeczeństwu przez psychologów, filozofów, socjologów zajmujących się badaniem współczesności oraz przez ludzi, którzy na gruncie zawodowym muszą radzić sobie z naszą przyspieszoną rzeczywistością. Mówią o podkręcaniu intensywności doznań, potrzebie natychmiastowej i ciągłej gratyfikacji, uzależnieniu od nowości i nowych informacji. Ale poinformowani jesteśmy tylko pozornie bo żeby informację przyswoić trzeba ją przetworzyć, sama jej dostępność nie wystarcza. A to jest niemożliwe przy takim jej zalewie. To z czym się spotykamy i tak nie jest naszym wyborem tylko jest zarządzane przez algorytmy. W efekcie powstaje świat średniaków bo rzeczy wybitne przez swoją wyjątkowość są przez algorytmy omijane. Zresztą liczy się już nie sama informacja ale reakcja na nią.

Żyjemy w stanie ciągłej dostępności porównywalnej do mobilizacji podczas wojny. W dyktacie szczęścia, którego szukamy usiłując osiągnąć jego zewnętrzne pozory, zapominając że szczęścia należy się nauczyć doznawać. Jednocześnie bardzo staramy się zagłuszyć wszelki dyskomfort, a przy okazji inne uczucia poprzez konsumpcję rzeczy, technologii, wymagania stylu życia, minimalizowanie bezpośredniego zaangażowania.

Sama forma tych filmów odzwierciedla strukturę naszej rzeczywistości – krótkie filmy z dużą ilością dźwięku, z krótkimi wypowiedziami przerywanymi przez kilkusekundowe wideo.

Cykl jest dostępny do 30/11/2020.

Pojawia się coraz więcej głosów odczarowujących intensywne życie i efektywne wykorzystywanie każdej chwili. Jeśli ktoś przeżywa właśnie zmęczenie takim życiem to ta książka jest antidotum na codzienną gonitwę. Ukazała się po polsku ale słowo w oryginalnym tytule (Muße) z jakiegoś powodu nie istnieje w naszym języku. Niemieckie Muße przetłumaczone jest jako leniuchowanie, a więc jako brak czynności. Muße, czy angielskie leisure to owszem, nicnierobienie ale połączone ze stanem odprężenia, zrelaksowania, bez odczuwalnych zewnętrznych przymusów, czas dla siebie, gdy można pomyśleć o niepraktycznych rzeczach, niemających nic wspólnego z planem dnia. A przecież nie jesteśmy historycznie i kulturowo obciążeni by nie posiadać słowa odpowiadającego temu stanowi. Praktykowaliśmy go kiedyś w stopniu nie odbiegającym zasadniczo od reszty kontynentu. Ale obecnie, podobnie jak większość Europy i duża część (chociaż nie cała) cywilizacji w ogóle, oduczyliśmy się przeżywać słodkie lenistwo połączone z relaksem.

Kilka definicji tego stanu pojawia się w tekście obok diagnozy naszych społeczeństw.
Jak autor pisze – przed 100 laty zostalibyśmy wszyscy zdiagnozowani jako
neurastenicy. Czytając opis naszego stylu życia i stanu naszej psychiki pozostaje tylko
kiwać potwierdzająco głową. Dobrze gdy ktoś od czasu do czasu przystawi nam lustro
byśmy zobaczyli jak absurdalny i szkodliwy dla nas jest ten system ciągłego pośpiechu. Bo nie jest to sprawa indywidualna tylko norma społeczna, która wymusza takie zachowania. Funkcjonując w systemie trudno jest go zmienić i zacząć lepiej żyć.

Pomóc może analiza dlaczego jest jak jest i co my sami robimy w ramach systemu pośpiechu. Jednym z powodów są technologie. Wydaje się że pomogą nam odzyskać część czasu. Tymczasem one tylko przyspieszają rytm dnia. Jeśli dzięki nim uporaliśmy się z czymś szybciej, to powstałe małe okienko czasu od razu zapełniamy kolejną czynnością do odhaczenia. W efekcie przyspieszamy zamiast zwalniać. Jeśli pojawi się chwila to nie błądzimy w myślach, patrzymy w chmury, czy zastanawiamy się nad czymś nieistotnym. Na ogół sięgamy po smartfon i znowu coś robimy. Oczywiście są też inne elementy systemu utrzymujące nas w stanie permanentnej gonitwy. Zrozumienie problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania.

Sposobów na jego rozwiązania, czy przynajmniej poczucie ulgi, autor daje kilka. Książka to nie poradnik samopomocy podający magiczne, dosłowne formuły. Stan odprężenia i leniuchowania jest indywidualny, dlatego sposoby jak do niego dojść też muszą być indywidualne, stworzone przez nas samych. Ale istnieją ogólne zasady. Mogą one być różnie wyrażone, podane mniej lub bardziej szczegółowo ale w gruncie rzeczy opisują zawsze to samo. Są zgodne z opisem jak przejść na drugą stronę lustra. Na przykład zadawanie sobie pytania „czy muszę to na pewno zrobić” oraz „czy chcę to zrobić” oraz mówienie „nie” to po prostu samoświadomość i myślenie samodzielne oraz świadome wybory.

Jest tu również o tym jak bardzo nasze mózgi potrzebują stanu bezczynności, o czym można przeczytać także tutaj, oraz o warunkach przeżywania chwil szczęścia (tutaj). Nauki ścisłe i humanistyczne coraz głośniej mówią nam że nasz styl życia jest zły. Schnabel zauważa, że to właśnie czynności pozornie bez pożytku, takie jak muzyka, malowanie, patrzenie w gwiazdy, doprowadziły homo sapiens dużo dalej niż jakiekolwiek zakończone sukcesem polowanie. Bez nicnierobienia bylibyśmy wciąż barbarzyńcami. Jeśli nie zaczniemy ignorować najróżniejszych doradców i guru zarządzania tym i owym to prawdopodobnie zmarnujemy szansę na usatysfakcjonowane życie.

Jak sam autor pisze – książka ma dostarczyć naukowych argumentów wspierających bezczynność. Stosunkowo nowe badania neurologiczne pokazały że mózg, by mógł optymalnie funkcjonować, potrzebuje momentów, w których nie skupiamy się na czynnościach czy problemach świata zewnętrznego.

W naszych mózgach istnieje tzw. domyślna sieć (default mode network), lub sieć aktywności bazowej mózgu. Sieć ta łączy różne obszary, z których każdy oddzielnie jest odpowiedzialny za inne, konkretne zadania. W chwili gdy przestajemy rozmyślać jak ominąć korek, do kogo zadzwonić z problemem w pracy lub co trzeba zrobić po przyjściu do domu, a zamiast tego pozwalamy sobie na błądzenie myślami, ośrodki te zaczynają komunikować się między sobą. Ta komunikacja jest tak intensywna, że w efekcie mózg wykonuje o wiele większą pracę gdy buja w obłokach niż gdy skupia się na czymś konkretnym. To właśnie wtedy gdy robimy sobie pauzę nasz umysł organizuje myśli, spostrzeżenia, wspomnienia, tworzy asocjacje między nimi, wpada na nowe pomysły.

Szczerze powiedziawszy, jest to tylko naukowe poparcie zjawiska, które znamy z autopsji. Z pewnymi problemami trzeba się przespać a najlepsze pomysły ma się pod prysznicem, a więc wtedy gdy umysł jest zrelaksowany i uwolniony od uprzęży rozwiązywania problemów. Natomiast gdy jesteśmy bombardowani przez wiadomości, telefony, gdy sami ciągle coś wysyłamy, nasza sieć domyślna jest uśpiona. Warto wspomnieć tutaj, że te chwile, które w przeszłości wykorzystywaliśmy by się gdzieś zapatrzyć lub podumać, i podczas których nasz umysł tworzył nowe powiązania, odkrywał wzorce, czyli był kreatywny, odeszły wraz z nadejściem smartfonów.

Kolejnym wnioskiem jest to że musimy dać sobie spokój z przesadną wiarą w zarządzanie czasem i produktywnym wykorzystywaniem każdej chwili. Takie zachowania to totalna pomyłka. Andrew Smart twierdzi nawet że w przyszłości kulturę zarządzania czasem będziemy oceniać tak jak dzisiaj oceniamy niewolnictwo.

Jeśli nie przekonują nas inne zdroworozsądkowe argumenty by się wyłączyć od zgiełku bo przecież „nie mamy czasu”, „chwile bezczynności to luksus”, itp. zwykłe wymówki, to zadbajmy o nicnierobienie choćby po to by być bardziej kreatywnym i przez to wydajnym. Jeśli ciągle jeszcze wierzymy w przeżywanie życia w wydajny sposób.

Książka przedstawia tematy naukowe w sposób dowcipny i zrozumiały dla laika. Niestety nie ukazała się jeszcze po polsku (stan na październik 2018).

Książka rozprawia się z mitem, jakoby ludzie w całej swojej historii zawsze harowali ale jakość życia, we wszystkich jego aspektach, stale się polepsza dzięki rozwojowi cywilizacyjnemu. Praca i życie przed kapitalizmem z pewnością były ciężkie, ale ówczesna ilość „dni ustawowo wolnych od pracy” przerasta nasze najśmielsze wyobrażenia. Ci to dopiero rozumieli koncept „work hard, play hard”! Dopiero wraz z rewolucją przemysłową zmuszono nas liczyć każdą minutę i odebrano czas wolny.
Do przeszłości wracać nie chcę. Przekonuje mnie lepszy stan uzębienia i wyższa średnia długość życia. Ale biorąc pod uwagę odpoczynek i świętowanie to nasze życie, w porównaniu do czasów sprzed rewolucji industrialnej, wypada jak sceny z horrorów sci-fi. Do lat 20-stych XX wieku mieliśmy jeszcze wystarczająco rozumu by walczyć o odzyskanie czasu wolnego zabieranego przez wydłużającą się pracę. Później zgodziliśmy się by za ciągłe zwiększanie produktywność, zamiast zaoszczędzonego czasu, odbierać dla siebie jego substytut w postaci pieniędzy. Mechanizmy naszego systemu ekonomicznego sprawiają, że firmom nie opłaca się skracać dnia pracy. Gdy do tego dodamy panującą kulturę konsumpcji i akumulacji symboli statusu, to mamy gotową zniewalającą nas pętlę „pracuj i wydawaj”.
Pomimo, że książka jest oparta głównie na danych amerykańskich i wydano ją w 1991, gdy sytuacja w zachodniej Europie była jeszcze trochę lepsza, to od tamtego czasu nasz kontynent mocno nadgonił USA.