Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Różni autorzy: Hakowanie umysłu przez media społecznościowe

Różni autorzy: Artykuły, eseje i strony poświęcone redukcji czasu pracy i degrowth

Dwutygodnik: cykl Powolność.

Wywiad w TOK.FM: PKB, czy wskaźnik szczęścia?

arte Slow Life

Jak nie paść ofiarą FOMO? 5 skutecznych sposobów

http://sitn.hms.harvard.edu/flash/2018/dopamine-smartphones-battle-time/

https://www.cbsnews.com/news/brain-hacking-tech-insiders-60-minutes/

https://www.youtube.com/watch?time_continue=1281&v=PMotykw0SIk

W „World Without Mind – The Existential Threat of Big Tech” Franklin Foer opisuje negatywny wpływ Doliny Krzemowej na prywatność, jakość informacji i kultury, własność intelektualną, wolny rynek i wolność na poziomie społeczeństwa. Ale negatywny potencjał nowych technologii objawia się również na poziomie organicznym, osobniczym, wpływając na neurochemię naszych mózgów.

W pierwszym artykule – Dopamine, Smartphones & You: A Battle For Your Time Trevor Haynes, neurobiolog z Harvard Medical School, wyjaśnia jak działają tzw. ośrodki nagrody w mózgu. Każda odczuwana przez nas przyjemność aktywuje szlaki nagrody (znane również jako szlaki przyjemności) co powoduje wydzielanie się neuroprzekaźnika dopaminy. Przyjemność nie musi być zewnętrzna, wystarczy przyjemna myśl. Dopamina wiąże bodziec w przeszłości był skojarzony z natychmiastową nagrodą, z wytworzonym przyjemnym emocjonalnym stanem. Im więcej dane połączenie bodziec – nagroda trenujemy, tym staje się ono mocniejsze. Nic dziwnego że w przypadku większości nałogów szlaki nagrody są zaburzone.

Facebook, Instagram, Snapchat, itd. są projektowane w taki sposób by wykorzystać ten mechanizm adaptacyjny ośrodków nagrody i dosłownie nas od nich uzależnić. Pozytywna interakcja społeczna jest postrzegana przez nas jako coś przyjemnego. Dopamina wydziela się nie tylko gdy doznajemy, ale również gdy oczekujemy przyjemności z kontaktu i motywuje nas do jego powtarzania. Mediom społecznościowym zależy byśmy byli ciągle zaangażowani. Dlatego systemy powiadomień nie działają na prostej zasadzie – nowa reakcja użytkownika → nowe powiadomienie. Powiadomienia są np. tak rozłożone w czasie by stopniować napięcie i wzmacniać impuls sprawdzania.

W CBS „60 Minutes: Brain Hacking Tech Insiders” Anderson Cooper rozmawia z ludźmi związanymi z tworzeniem tych programów dla Doliny Krzemowej, dzieli się przykładami mechanizmów uzależniających wbudowanych w media społecznościowe oraz obserwacją – klientami mediów społecznościowych nie jesteśmy my – użytkownicy, tylko reklamodawcy. My, a dokładniej nasz czas, nasza uwaga, są zasobem, który się sprzedaje.

Chamath Palihapitiya, jeden z wczesnych menadżerów Facebooka, podczas spotkania ze studentami Stanford Graduate School of Business (21’22”), powiedział, że czuje się winny za współtworzenie narzędzi, które niszczą socjalną tkankę społeczeństw. Jesteśmy kierowani przez pętlę informacji zwrotnej dążącej do wydzielania dopaminy, co niszczy dyskurs obywatelski, kooperacje i zaufanie. Jego apel do studentów Standfort jako przyszłych liderów (54’37”) – to jest ten moment, gdy musimy mocno zahamować i przestać używać części z tych narzędzi (w domyśle mediów społecznościowych). Przestań używać aplikacji społecznościowych i daj odpocząć umysłowi. Jak słusznie zauważa, publikacja swoich zdjęć na jednej z platform nie ma nic wspólnego z rozpoczynaniem własnej działalności i robieniem czegoś kreatywnego. Te narzędzia programują Twój umysł na otrzymywanie szybkiej informacji zwrotnej, a to jest ten sam umysł, który ma inwestować czas, z cierpliwością budować coś nowego i akceptować opóźnioną gratyfikację.

A jak jest u Ciebie? Czy nie odczuwasz niepokoju, gdy nie wiesz, co się dzieje w sieci znajomych? Nie zauważasz u siebie impulsu ciągłego sprawdzania, czy przyszła nowa wiadomość, jakieś polubienie, komentarz? Czy nie ucieka Ci cenny czas, gdy właśnie tym się zajmujesz?

To nie jest niewinny nałóg. Bo jak można odpocząć, zresetować umysł, skoncentrować się na wykonywanej czynności, zagłębić w rozmowę, jednym słowem – skupić się na przeżywaniu własnego życia, gdy w obszarze naszej uwagi co chwilę pojawia się nakaz dotykania telefonu. Jaka przyszłość nas czeka, gdy następne pokolenia są tak kondycjonowane od wczesnych lat? Jaka przyszłość ich czeka? Jak zauważył jeden z czytelników w komentarzu do pierwszego artykułu: „cyfrowy zombie nie będzie mistrzem w działaniu”.

(lista na dole tekstu)

W 1930 brytyjski ekonomista John M. Keynes opublikował esej „Ekonomiczne perspektywy dla naszych wnuków” (Economic Possibilities for Our Grandchildren, dostępny legalnie online w wersji angielskiej), w którym przewiduje, że rozwój nauki i techniki spowoduje wzrost efektywności pracy i uwolni nas od codziennej, wielogodzinnej harówki dla zaspokojenia podstawowych potrzeb. Już za 100 lat (czyli mniej więcej teraz) mieliśmy nie pracować więcej niż 15 godzin tygodniowo. Jednak ponieważ w całej naszej dotychczasowej historii przeżycie wymagało wysiłku, poświęceń i starań, doprowadziło to do szczególnego wytrenowania – wzmocnienia impulsów i instynktów wspierających nieustanną aktywność i pomnażanie dóbr. Według Keynesa w czasach jego wnuków, gdy podstawowe, absolutne potrzeby będą już uniwersalnie zaspokojone, to nie Ci, którzy wyróżniają się predyspozycjami do zarabiania pieniędzy będą najszczęśliwsi, najlepiej przystosowani, lecz Ci, którzy opanowali sztukę życia – potrafią w sposób wartościowy i satysfakcjonujący spędzać czas wolny, podążając za wartościowymi celami.

Wizja Keynesa się nie sprawdziła (na razie). M.in. dlatego, że zamieniliśmy zyski spowodowane przez wzrost efektywności na wzrost płac a nie na czas wolny (patrz J. Schor: Overworked American). Jednak temat redukowania godzin pracy powraca i pojawia się coraz więcej argumentów za tym, że ta redukcja może być pomocna w rozwiązaniu wielu z problemów ludzkości:

  • To już truizm że nie pracujemy wydajnie gdy jesteśmy przepracowani, Podobno komputer Macintosh mógłby powstać rok wcześniej gdyby pracownicy Apple spędzali w biurze tylko połowę z faktycznie poświęconego na jego rozwój czasu. Jest duża szansa, że pracując krócej będziemy zdrowsi oraz szczęśliwsi, co z pewnością również pozytywnie wpłynie na jakość pracy. Dopuszczenie możliwości dzielenia etatów między kilkoma pracownikami zmniejszy bezrobocie.
  • Bezrefleksyjne skupienie się na wzroście gospodarki nie jest dobre dla klimatu czy ogólniej – dla całej natury, od której w końcu zależymy. Nieskończony wzrost na planecie będącej w dużej mierze zamkniętym systemem jest po prostu fizycznie niemożliwy (Limits to Growth. Dennis Meadows et al.). Stanie się do oczywiste gdy zamiast myśleć kategoriami ekonomicznymi posłużymy się prawami przyrody. Ośmielę się twierdzić że te ostatnie są bardziej absolutne. Stąd coraz częściej dyskutowany koncept degrowth.
  • Zmniejszenie rozmiarów światowej gospodarki prowadziłoby do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych i generalnie zmniejszenia obciążenia natury. Mniejsza gospodarka to mniejsza ilość produktów, zwłaszcza tych tanich przeznaczonych do krótkiego używania, mniej marek (mnogość wyboru wcale nie prowadzi do odczuwania szczęścia czy zadowolenia. Patrz: Barry Schwartz: Paradoks Wyboru. Dlaczego więcej oznacza mniej), mniej transportu, mniejsza konsumpcja materiałów i energii, mniej produkcji i mniej godzin pracy. Za to więcej czasu wolnego spędzonego nie w zatłoczonych centrach handlowych ale z rodziną, przyjaciółmi, czy samotnie zajmując się celami bardziej satysfakcjonującymi niż zarabianie i wydawanie. Czyż nie jest to definicja dobrego życia? Oczywiście nie można tego zrobić bez stopniowej ale totalnej przebudowy całego systemu ekonomicznego. Duża część z nas będzie także potrzebowała detoksu od życia w nadmiarze.

Wzrost gospodarczy nie sprawdził się w rozwiązaniu problemu biedy czy zapewnieniu wszystkim zatrudnienia. Czas najwyższy wyzwolić się z dogmatu, że jest to jedyny sposób w jaki można gospodarować i oddzielić idee szeroko pojętego rozwoju od wzrostu gospodarczego.

http://www.fpiec.pl/futopia/mniej-pracy-diy-miejskie-ogrodnictwo-spoldzielnie-kooperatywy-garazowki-slow-food-tak-uratujesz-swiat

https://www.idler.co.uk/article/news-coming-of-the-one-day-week/

https://www.idler.co.uk/article/je-ne-veux-pas-travailler/

https://ideas.ted.com/how-working-less-could-solve-all-our-problems-really/?utm_campaign=social&utm_medium=referral&utm_source=linkedin.com&utm_content=ideas-blog&utm_term=humanities&utm_campaign=social&utm_medium=referral&utm_source=linkedin.com&utm_content=ideas-blog&utm_term=business

https://www.vice.com/en_us/article/bj9yjq/the-radical-plan-to-save-the-planet-by-working-less

Wydaje się że slow life zrobiło się do tego stopnia mainstreamowe, że w jest już w dobrym tonie je krytykować. W 2017 Dwutygodnik.com opublikował cykl artykułów, których autorzy zastanawiają się czym jest powolność w różnych aspektach życia, i niektórzy z nich odnoszą się do idei nieco krytycznie.

Świetnie czyta się teksty o powolności w przyrodzie Roberta Pucka i Stanisława Łubieńskiego. Natura nie jest ani slow ani fast bo sama nie wybiera swojego tempa natomiast my możemy zadecydować jak będziemy ją badać. Jeśli robimy to w powolny sposób, porzucając mechanistyczne podejście, to jest szansa że poczujemy „znaczenie jej wewnętrznej istoty”. Najwięksi badacze tak to właśnie robili. Wtedy powolność w obserwacji to po prostu uważność. (Tutaj świetny podręcznik do obserwacji natury w mieście).

O uważności pisze Michał Cichy. Co prawda nie używa tego słowa, ale jego powolność podczas najzwyklejszych czynności dnia codziennego, i tworzenie na jej podstawie rytuałów codzienności to nic innego jak uważność. Cichy dostrzega powiązanie powolności / uważności z minimalizmem, który nazywa nielicznością – ograniczeniem rzeczy i ludzi by mieć czas dla siebie. Jest tu celne spostrzeżenie, że „pośpiech oznacza niedostatek poczucia wartości własnej i uznania prymatu potrzeb innych ludzi nad naszymi”. Świetny tekst.

Cichy uważa, że nasz problem z czasem rozpoczął się wraz z powstaniem zegarów. Podobnie twierdzi Juliet Schor. Powiedzenie że ludzie szczęśliwi czasu nie mierzą ma solidne podstawy.

Na tempo przyrody nie mamy wpływu ale możemy powolność wprowadzić do muzyki (Jan Topolski) i do TV. Darek Arest opisuje jakim hitem telewizyjnym okazała się np. relacja minuta po minucie z przejazdu pociągu w Bergen do Oslo (7 godzin!), a Jakub Socha o hipnotyzujących transmisjach rozgrywek snookera, oglądanie których ma tylko sens jeśli przez skupienie na momencie zwiększymy siłę percepcji. Na podstawie własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że slow TV faktycznie uspokaja oraz wycisza ciało i umysł.

Nowoczesna komunikacja jest wrogiem powolności (o ironio – tyle problemów z czasem miała rozwiązać, a to co oferuje to głównie przyspieszenie!). Mirosław Fliciak analizuje szybkość i spowolnienie w sieci. Przyznając że problem jej destrukcyjnego wpływu istnieje, dochodzi do wniosku, że żeby „czasowy wymiar życia był mniej regulowany przez media” nie wystarczy zmienić nawyki ale cały system. Dlatego przeciwstawianie się wpływowi mediów pozostaje wg niego możliwością ekskluzywną. Zgadzam się że spowolnienie dzięki aplikacjom, które ułatwiają kontrolę nad czasem online to gaszenie ognia benzyną. Ale argumentu, że takie mamy czasy, slow web to tylko na wakacje i powolne funkcjonowanie na dłuższą metę byłoby nie do wytrzymania totalnie nie kupuję. Samokontrola w korzystaniu nie jest łatwa ale tylko okres detoksu jest ciężki. Gdy się go przejdzie to im dłużej żyjemy bez nałogu online (co nie oznacza bez sieci), tym bardziej się w powolności rozsmakowujemy.

Skuteczne, chociaż nie wszystkie całkowicie poważne, sposoby na „utrudnianie sprzętom na korzystanie z nas” proponuje Agnieszka Słodownik. Niektóre z wykorzystaniem tych samych narzędzi, które są źródłem problemu czyli znowu aplikacji lub specjalnych stron internetowych.

Słodownik wspólnie z Anną Desponds rozmawiają w podcaście o slow web i tempie życia. Jest tam kilka ciekawych obserwacji ale moim zdaniem nie doceniają problemu i wynikającej z niego gorszej jakości naszego życia. Np. twierdzenie że pełna koncentracja ale na krótką chwilę, co przecież oferuje sieć, to też jakiś rodzaj powolności, to złuda. To pokazuje, że nie rozumieją istoty powolności. Podobnie jak Łukasz Najder gdy opisuje wyścig z czasem by przeczytać cykl książek podczas urlopu. Chociaż zauważa FOMO przez które musi przejść zanim swój maraton czytelniczy rozpocznie.

Za to Marek Bieńczyk ciekawie zauważa, że powolność to bycie we własnym czasie, który wyznacza granicę naszych światów. Jeśli to trochę enigmatyczne to przeczytajcie tekst, Bieńczyk to lepiej wyjaśnia. Podobnie jak Cichy, doszukuje się powolności w zwykłych czynnościach, powtarzanych ale najlepiej bez wyznaczanego regularnego tempa.

Czytanie wielu z tych tekstów to prawdziwa przyjemność ale wymagająca zwolnienia by się skupić i płynąć z tekstem a więc czynność sama w sobie będąca odtrutką na zagonienie.

Wywiad w TOK.FM Grzegorza Sroczyńskiego z dr Michałem Brzezińskim z wydziału nauk ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego na temat ekonomii szczęścia.

Posłuchaj tego podcastu, zwłaszcza jeśli myślisz że slow life, nicnierobienie brzmi dobrze ale jest nierealne bo przecież życie polega na wyścigu. Musimy rozwijać gospodarkę bo to jest podstawą dobrobytu. A żeby rozwijać trzeba być konkurencyjnym, produkować, sprzedawać więcej, szybciej, efektywniej. Jeśli przestaniemy zwiększać PKB nastąpią wieki ciemne.

Czyżby?

Podobne myśli są słuszne jeśli zgadzamy się z paradygmatem że wzrost gospodarczy jest tym czego poszczególni ludzie i całe społeczeństwa potrzebują.
Jedna z podstawowych prawd biznesu i zarządzania, pochodząca od H. Thomasa Johnsona, profesora ekonomii i księgowości brzmi: „what you measure is what you get” – to co mierzysz, to otrzymujesz. Dalsza, mniej znana część tego cytatu brzmi: „More likely, what you measure is all you’ll get. What you don’t (or can’t) measure is lost” (bardziej prawdopodobne jest że tylko to co mierzysz otrzymujesz. To czego nie mierzysz, lub nie możesz zmierzyć, jest stracone).

Jeśli mierzymy PKB i inne wskaźniki czysto ekonomiczne to będziemy mieć wzrost ale niekoniecznie szczęśliwych ludzi. To tak jakbyśmy chcąc osiągnąć wysoką prędkość samochodu mierzyli obroty silnika. Powoli jednak nadchodzi otrzeźwienie i rozwija się nowy kierunek w ekonomi rozumiejący że podstawowym pragnieniem ludzi jest szczęście. Ekonomia szczęścia (tak się naprawdę nazywa!) bada jakie parametry wpływają na jego subiektywne odczuwanie przez społeczeństwa. Okazuje się że PKB jest ze szczęściem tylko częściowo skorelowane. Pierwszym krajem, który oficjalnie wprowadził politykę rozwijania szczęścia krajowego brutto jest Bhutan. Sytuacja w Bhutanie nie jest jednoznaczna, to kraj z wieloma problemami, zupełnie w innym miejscu i gospodarczo i kulturowo. A jednak to i przede wszystkim rozwój ekonomii szczęścia (zobacz też tu) dają nadzieję że otrzeźwiejemy i przestaniemy wymagać poświęceń dla rzeczy psujących, a nie poprawiających jakość życia.

Audycja niestety do wysłuchania tylko z dostępem premium, ale kiedyś można było słuchać za darmo w okresie próbnym po zainstalowaniu aplikacji.

https://www.arte.tv/pl/videos/RC-014294/slow-life/

Cykl dziesięciu krótkich, około sześciominutowych filmów, ale nie o slow life tylko o jego przeciwieństwie – o współczesnym szybkim, przeładowanym aktywnościami i informacjami, życiu.

To jest lustro przyłożone nowoczesnemu społeczeństwu przez psychologów, filozofów, socjologów zajmujących się badaniem współczesności oraz przez ludzi, którzy na gruncie zawodowym muszą radzić sobie z naszą przyspieszoną rzeczywistością. Mówią o podkręcaniu intensywności doznań, potrzebie natychmiastowej i ciągłej gratyfikacji, uzależnieniu od nowości i nowych informacji. Ale poinformowani jesteśmy tylko pozornie bo żeby informację przyswoić trzeba ją przetworzyć, sama jej dostępność nie wystarcza. A to jest niemożliwe przy takim jej zalewie. To z czym się spotykamy i tak nie jest naszym wyborem tylko jest zarządzane przez algorytmy. W efekcie powstaje świat średniaków bo rzeczy wybitne przez swoją wyjątkowość są przez algorytmy omijane. Zresztą liczy się już nie sama informacja ale reakcja na nią.

Żyjemy w stanie ciągłej dostępności porównywalnej do mobilizacji podczas wojny. W dyktacie szczęścia, którego szukamy usiłując osiągnąć jego zewnętrzne pozory, zapominając że szczęścia należy się nauczyć doznawać. Jednocześnie bardzo staramy się zagłuszyć wszelki dyskomfort, a przy okazji inne uczucia poprzez konsumpcję rzeczy, technologii, wymagania stylu życia, minimalizowanie bezpośredniego zaangażowania.

Sama forma tych filmów odzwierciedla strukturę naszej rzeczywistości – krótkie filmy z dużą ilością dźwięku, z krótkimi wypowiedziami przerywanymi przez kilkusekundowe wideo.

Cykl jest dostępny do 30/11/2020.

Moje stanowisko na temat blogów oscyluje pomiędzy neutralnym a negatywnym. Czasami robię wyjątek dla Malviny Pe bo ma dobry styl, nie pisze rozwlekle i trzyma się tematu.

Ten wpis mnie zaciekawił bo pochodzi od osoby, która zna obie strony używania internetu i mediów – fascynacji i zniewolenia oraz odzyskiwania kontroli i jakości życia.

Warto przeczytać choćby po to by się skonfrontować z własnym sposobem używania komputera i smartfonu. Może w innym stopniu, ale czy na pewno nie rozpoznajemy choć części objawów nadużywania u siebie?

Sposoby na wyleczenie się z „przyspawania do telefonu” i co można robić zamiast, mając przy tym dużo więcej przyjemności z chwili, też są warte przeczytania. Te same, lub podobne w duchu uwagi są do znalezienia na stronach Żując Źdźbło Trawy.

Malvina – jeśli kiedykolwiek znajdziesz ten tekst to polecam książkę #upał (jeśli jeszcze nie znasz).