Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Paterson, reż. Jim Jarmusch, Francja, Niemcy, USA, 2016

Kategorie: film, teatr

„Jak dużo może się dziać w filmie, w którym się nic nie dzieje”. Takie podsumowanie padło wśród widowni na sali kinowej po zakończonym seansie. Celne bo w filmie nie ma akcji. To raczej zapis zwykłych zdarzeń z całego tygodnia – wstawanie rano, śniadanie, wyjście do pracy, praca, itd. Jeśli dzieje się coś spoza rutyny to, no może z jednym wyjątkiem, i tak należy do zdarzeń przewidywalnych, tylko nieco mniej prawdopodobnych. Tu nie ma jak u Hitchcocka rewolweru na początku, który wypali w późniejszych scenach. Spokojne, rutynowe, trochę bezbarwne (pozornie) życie.

To dlaczego film wciąga? Bo przez to, że nie ma natłoku wydarzeń, można się skupić na szczegółach bieżącej chwili. Każdy moment, każde drobne, banalne wydarzenie staje się niezwykłe, nabiera intensywności i barwności. To co wydawałoby się nieciekawe nagle zaskakuje i nie jest już takie normalne i przeciętne. Poszerza się kąt widzenia, dostrzega się więcej. Gdy chwila jest przeżyta świadomie można odnaleźć w niej, oraz w całym życiu poezję. To film o poezji w codzienności ale też o skupieniu na bieżącym momencie, które jest warunkiem koniecznym by w pełni cieszyć się życiem. Nic dziwnego, że bohater odmawia posiadania telefony komórkowego.

Tym, których odrzuca gadanie o „byciu tu i teraz”, proponuję mimo wszystko zobaczyć Patersona. W spokoju i skupieniu, bez rozpraszania się. Nawet jeśli film się Wam jednak nie spodoba, jest szansa że po obejrzeniu wyostrzy się Wam postrzeganie świata i poczujecie intensywniejszą świadomość istnienia. To tak jakbyśmy do tej pory patrzyli przez zaparowane okulary. Efekt niestety mija i wkrótce znowu zapętlamy się w planowanie, analizowanie i inne formy ucieczki od bycia w chwili.

Jeśli ktoś szuka podobnego odnajdywania piękna i szczęścia w codzienności to polecam Rachunek Jonasa Karlssona.

Kontynuuj czytanie