Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Michał Cichy

Zawsze jest dzisiaj.

Kategorie: książki

Książka jest bardzo dobrym przykładem slow-reading. Nie ma absolutnie żadnej fabuły, składa się z jedno-, dwustronicowych opisów życia miasta. Przy czym miasto to przeważnie ta część umykająca naszej uwadze – chodniki, nieużytki, miejska przyroda, zjawiska atmosferyczne, itp. Ludzie pojawiają się rzadziej. A jednak dzieje się mnóstwo – pająki zjadają swoje ofiary, spadłe liście pachną lub szeleszczą, promienie słoneczne odbijają się od budynków lub chmur.

Taaaak… nie brzmi to ekscytująco. Ale czytanie wywiera większy efekt niż książki akcji, a przynajmniej bardziej uspokajający. I wyostrza spojrzenie, skupia uwagę, wzmacnia koncentrację. Podczas lektury przypomniał mi się Paterson Jarmuscha, gdzie też niby nic się nie dzieje a jednak film napakowany zdarzeniami.

Dobrze jest przeczytać kilka, kilkanaście stron naraz. Wtedy umysł stopniowo przestaje analizować przeszłe wydarzenia i planować przyszłe poddając się narzuconemu, naturalnemu tempu. Dlatego książka mogłaby też nazywać się
„Zawsze jest teraz”. Czas zwalnia, płynie bardziej jednostajnie i leniwie, a czytane opisy zaczynają fascynować. I wzrasta świadomość, że to właśnie te drobne, niezauważalne wydarzenia są rzeczywistością bardziej niż świat newsów, planowania, pracy, gdy umysł oddzielony jest od Teraz.

Jest to też trochę książka o przemijaniu, ale nie tym dramatycznym, depresyjnym. Tu raczej chodzi o zmianę, przywołanie spostrzeżenia, że po lecie jest jesień, po dniu noc, po zniszczeniu i zaniedbaniu odnawianie. I z powrotem.

Coś dobrego się dzieje podczas czytania. Jest to terapia przeciwko pośpiechowi i spowodowanemu nim napięciu oraz niecierpliwości.

Kontynuuj czytanie