Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Franklin Foer

World Without Mind – The Existential Threat of Big Tech

Kategorie: książki
Franklin Foer World Without Mind - The Existential Threat of Big Tech

Z pewnością są książki opisujące nielegalne praktyki, skandale i brudne machinacje korporacji technologicznych. Książka Foera nie jest jedną z nich. Prawie nie ma tu afer oraz opisów demonicznej chęci przejęcia władzy. Jest za to opis wizji świata w jaką wierzy Silicon Valley. I jeśli ta wizja zostanie zrealizowana to powstanie świat, w którym faktycznie Big Tech rządzi a społeczeństwa będą mieć dużo mniejszą kontrolę nad rzeczywistością.

Obecna ideologia Silicon Valley wywodzi się z kontrkultury lat 60-tych, dążenia do przerwania panowania skostniałych karteli i ośrodków władzy. Ówcześni inżynierowie uwierzyli że technologia i komputer stanie się instrumentem wolności i przezwyciężania ludzkiej alienacji. Umożliwi zjednoczenie ludzkości w  jednej, wszystko obejmującej sieci, gdzie ludzie nieegoistycznie będą razem pracować i dzielić się informacją. To naiwne wyobrażenie że komputery uratują świat żyje w Silicon Valley do teraz.

Miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle…

Dążąc do obalenia starych monopoli koncerny technologiczne same zmonopolizowały
rynek. Ale nie dążyły do tego tylko z powodów ekonomicznych ale wręcz duchowych. Z ich perspektywy koncentracja siły jest niezbędna dla globalnej komunikacji ludzi. Istnienie konkurencji to tylko strata czasu i środków. Jak powiedział Peter Thiel, współtwórca PayPal i inwestor z Silicon Valley, – „konkurencja to relikt z przeszłości”. Oczywiście łatwo to mówić z pozycji monopolisty. Tylko że anty konkurencja to anty wolny rynek. Monopol zapewnił im wystarczającą siłę by wiedzieć że nie będą ukarani i mogą unikać swoich zobowiązań wobec społeczeństwa, takich jak płacenie podatków.

W społeczeństwach opartych o wiedzę firmy technologiczne przeszukują i porządkują ją, oferując drogi przedarcia się przez dżunglę informacji. Odmawiają jednak brania odpowiedzialności za rozpowszechniane z ich udziałem treści. Choć oficjalnie nie chcą kontrolować dostępu to w rzeczywistości stosują najpotężniejsze filtry wiedzy jakie kiedykolwiek istniały. Dzięki zebraniu olbrzymiej ilości danych, i stale rozwijanym algorytmom, przewidują nasze zainteresowania, sugerują tematy, proponują produkty. Jakość, czy wręcz prawdziwość podawanej informacji nie ma znaczenia. Wręcz przeciwnie – technologie zawierają mechanizmy prowadzące do obniżania jakości. W pogoni za klikami treści są dopasowywane do użytkownika a to dostosowanie ciągnie jakość w dół. Ci odnoszą sukces, którzy potwierdzają istniejące opinie, wpasowują się istniejące przekonania i preferencje. Jeśli użytkownik chce chleba i igrzysk, a wielu tego chce, to to dostaje. Poważni dostarczyciele treści i kultury muszą się do tego modelu dostosować ze względu na monopolistyczną pozycję Big Tech. W efekcie Silicon Valley niszczy kulturę, standardy tworzenia, organizowania i dostarczania informacji.

Nowe technologie rzekomo mają rozwijać i spełniać indywidualne potrzeby jednostki, ułatwiać komunikację. Ale w praktyce dzieje się coś przeciwnego – przez profilowanie, grupowanie, narzucanie tłumią indywidualność i tworzą zuniformizowanych ludzi. Naruszają sferę prywatną, własność intelektualną. Przez budowanie baniek informacyjnych ograniczają wymianę poglądów.

Facebook, z wykorzystaniem psychologii behawioralnej, bada jak może wpływać na zachowania użytkowników. Dzięki algorytmom jest w stanie odszyfrować kolor skóry, orientacje seksualną, czy używanie narkotyków. Sam twierdzi że przez budowanie presji społecznej był w stanie zwiększyć udział w wyborach. Ale wpływ Facebooka na ich wyniki jest z pewnością większy. Jak i w jakim celu się nami manipuluje tego nie wiemy bo algorytmy są pilnie strzeżoną tajemnicą.

Pozwalamy by technologie za nas myślały, decydowały co czytamy, kupujemy, jaką drogą jedziemy, z kim pozostajemy w kontakcie. Czy nie jest to odbieranie wolnej woli? A raczej – dobrowolne oddawanie wolności wyboru? Byłoby naiwnością myśleć że koncerny nie wykorzystują posiadanego wpływu. Tym bardziej, że do realizacji swoich projektów podchodzą prawie religijne, a to zawsze jest niebezpieczne. W drodze do kraju obiecanego nie patrzy się na konsekwencje i czy osiągnięcie celu wiąże się z łamaniem prawa. Obowiązuje prawo nowych możliwości a nie prawa przyzwyczajeń, społeczne, czy ekonomiczne.

Ta mała grupa firm, będąca oligarchiami działającymi praktycznie bez kontroli, ma olbrzymią siłą ekonomiczną i wpływ na politykę. Jesteśmy coraz bardziej zależni od ich technologii. Gdy technologie, czy jakakolwiek ideologia próbuje stworzyć lepszy świat, ludzie są śrubkami i trybikami w wielkim planie. Skupiając się na wygodzie zapominamy że to oznacza zależność od dostarczycieli tych technologii, oraz że są rzeczy ważniejsze od wygody.