Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Dan Lyons

Fakap. Czyli moja przygoda z korpoświatem.

Kategorie: książki

Tłumaczenie tytułu książki jest mało trafione (Disrupted. My Misadventure in the Start-Up Bubble). Bo chociaż kulturze korporacyjnej też się dostaje, to książkę warto przeczytać przede wszystkim dla opisu technologicznych start-upów i działania funduszy venture capital. Istotna uwaga – książka nie jest napisana przez przeciwnika postępu i technologii. Dan Lyons od wielu lat opisuje rozwój techniczny i przed pracą w start-upie był dziennikarzem technologicznym Newsweeka.

Z oddalenia wydaje się, że spektakularne wejścia na giełdę spółek opartych o nowe technologie, to wynik ludzkiej kreatywności, zaawansowania nauki i techniki w połączeniu z innowacyjnością, a także ciężką pracą wspartą odrobiną szczęścia. Tymczasem patrząc na e-gospodarkę od wewnątrz okazuje się że częściowo to teatr pozorów. Dużo większa część tego sektora niż podejrzewamy nie ma produktów tak dobrych, innowacyjnych czy przydatnych jak sama twierdzi. Te firmy nie są też takimi świetnymi miejscami do pracy, ani nie zatrudniają samych geniuszy. Przez wiele lat z rzędu nie przynoszą dochodów i istnieją tylko dzięki kolejnym
dofinansowaniom poprzez sprzedaż udziałów, mając nadzieję na wysokie wejście na
giełdę. Dlatego tak ważne jest sprawianie dobrego wrażenia dzięki któremu można
liczyć na wysoki kurs akcji podczas giełdowego debiutu. Trzeba postarać się być postrzeganym przez inwestorów jak drugi Google czy Facebook a praca nad własnym produktem jest mniej istotna. To jest piramida finansowa, tylko że legalna. Żyjemy w świecie pozorów, dotyczy to również, a może zwłaszcza świata biznesu.

Co do wątku korporacyjnego to w książce trafnie uchwycony jest brain-washing prowadzący do kultu firmy: nie pracuję tylko dla pieniędzy, jestem częścią świetnej organizacji, nasze produkty zbawiają świat! Typowa retoryka korporacyjna. Millenialsi podobno chcą pracować dla misji, więc to kupują Jeśli jednak firma w rzeczywistości nie jest podporą istnienia całego Wszechświata, to nie szkodzi, wystarczy wciąż o tym opowiadać, uczynić częścią „DNA-firmy” by przynajmniej część pracowników została wyznawcami. A ponieważ innym pokoleniom też pracuje się lepiej dla szlachetnych celów, więc cześć też to kupi. A sceptycy nie komentują bo wiedzą że zakwestionowanie zbawczej roli firmy jest grzechem ciężkim. W rzeczywistości chodzi o zwiększenie sprzedaży nie zawsze potrzebnych produktów, by główni udziałowcy zarobili jeszcze więcej milionów. Skróty w korpomowie wyśmiewane w książce, czy kalki z angielskiego to nie problem, często są niezbędne do komunikacji. Za to problemem jest to, że przez firmowy żargon narzuca się nadoptymistyczne i zgodne z kulturą korporacyjną widzenia świata. To nie tylko znane – nie ma problemów są tylko wyzwania. W książce są lepsze – nie nękanie mailami czy telefonami tylko pozyskiwanie, nie spam tylko sympatyczna treść marketingowa.

Korporacje, i ta z książki (zresztą prawdziwa) i wiele innych, narzucają pracownikom własną rzeczywistość. Dekalogiem jest kodeks firmy (jakkolwiek on się nazywa), normy społeczne to kultura korporacyjna. Wydarzenia zewnętrznego świata nabierają znaczenia tylko gdy mają wpływ na firmę. Pamiętam mój lunch w pracy w dniu zamachów terrorystycznych w Madrycie w 2004. Nikt o tym nie rozmawiał, byliśmy zbyt zajęci omawianiem projektów, nad którymi pracowaliśmy.

Reguły ekonomiczne dopuszczające takie sytuacje nie nam służą Z pewnością garstce, która się wzbogaci ale nie społeczeństwom. Świat wartości biznesowych, które nie istnieją prędzej czy później się załamie. Zapłacą jak zwykle nie ci, którzy są winni. Te reguły psują gospodarkę, która zapełnia się zamkami na piasku, kiepskimi produktami, ludźmi z doświadczeniem zdobytym w słabo zarządzanych firmach. Utrudniają dostęp do kapitału tym, którzy chcą rozwijać firmy i produkty w mniej spektakularny ale zdrowszy sposób. A dodatkowo wzmacniają materializm czy wręcz chciwości, marnując ludzkie wysiłki i entuzjazm na tworzenie iluzji. Nie traktujmy systemu ekonomicznego w którym funkcjonujemy jak świętej krowy.

By posłuchać więcej od Dana Lyonsa na temat Doliny Krzemowej, świata startupów, funduszy VC oraz rzekomo genialnych młodych milionerów – przedsiębiorców nowych technologii, posłuchajcie jego rozmowy z Tomem Hodgkinsonem z Idlera. Rozmowa po angielsku.