Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


https://www.dwutygodnik.com/cykl/50-powolnosc.html

Dwutygodnik: cykl Powolność.

Kategorie: artykuły, strony internetowe

Wydaje się że slow life zrobiło się do tego stopnia mainstreamowe, że w jest już w dobrym tonie je krytykować. W 2017 Dwutygodnik.com opublikował cykl artykułów, których autorzy zastanawiają się czym jest powolność w różnych aspektach życia, i niektórzy z nich odnoszą się do idei nieco krytycznie.

Świetnie czyta się teksty o powolności w przyrodzie Roberta Pucka i Stanisława Łubieńskiego. Natura nie jest ani slow ani fast bo sama nie wybiera swojego tempa natomiast my możemy zadecydować jak będziemy ją badać. Jeśli robimy to w powolny sposób, porzucając mechanistyczne podejście, to jest szansa że poczujemy „znaczenie jej wewnętrznej istoty”. Najwięksi badacze tak to właśnie robili. Wtedy powolność w obserwacji to po prostu uważność. (Tutaj świetny podręcznik do obserwacji natury w mieście).

O uważności pisze Michał Cichy. Co prawda nie używa tego słowa, ale jego powolność podczas najzwyklejszych czynności dnia codziennego, i tworzenie na jej podstawie rytuałów codzienności to nic innego jak uważność. Cichy dostrzega powiązanie powolności / uważności z minimalizmem, który nazywa nielicznością – ograniczeniem rzeczy i ludzi by mieć czas dla siebie. Jest tu celne spostrzeżenie, że „pośpiech oznacza niedostatek poczucia wartości własnej i uznania prymatu potrzeb innych ludzi nad naszymi”. Świetny tekst.

Cichy uważa, że nasz problem z czasem rozpoczął się wraz z powstaniem zegarów. Podobnie twierdzi Juliet Schor. Powiedzenie że ludzie szczęśliwi czasu nie mierzą ma solidne podstawy.

Na tempo przyrody nie mamy wpływu ale możemy powolność wprowadzić do muzyki (Jan Topolski) i do TV. Darek Arest opisuje jakim hitem telewizyjnym okazała się np. relacja minuta po minucie z przejazdu pociągu w Bergen do Oslo (7 godzin!), a Jakub Socha o hipnotyzujących transmisjach rozgrywek snookera, oglądanie których ma tylko sens jeśli przez skupienie na momencie zwiększymy siłę percepcji. Na podstawie własnego doświadczenia mogę potwierdzić, że slow TV faktycznie uspokaja oraz wycisza ciało i umysł.

Nowoczesna komunikacja jest wrogiem powolności (o ironio – tyle problemów z czasem miała rozwiązać, a to co oferuje to głównie przyspieszenie!). Mirosław Fliciak analizuje szybkość i spowolnienie w sieci. Przyznając że problem jej destrukcyjnego wpływu istnieje, dochodzi do wniosku, że żeby „czasowy wymiar życia był mniej regulowany przez media” nie wystarczy zmienić nawyki ale cały system. Dlatego przeciwstawianie się wpływowi mediów pozostaje wg niego możliwością ekskluzywną. Zgadzam się że spowolnienie dzięki aplikacjom, które ułatwiają kontrolę nad czasem online to gaszenie ognia benzyną. Ale argumentu, że takie mamy czasy, slow web to tylko na wakacje i powolne funkcjonowanie na dłuższą metę byłoby nie do wytrzymania totalnie nie kupuję. Samokontrola w korzystaniu nie jest łatwa ale tylko okres detoksu jest ciężki. Gdy się go przejdzie to im dłużej żyjemy bez nałogu online (co nie oznacza bez sieci), tym bardziej się w powolności rozsmakowujemy.

Skuteczne, chociaż nie wszystkie całkowicie poważne, sposoby na „utrudnianie sprzętom na korzystanie z nas” proponuje Agnieszka Słodownik. Niektóre z wykorzystaniem tych samych narzędzi, które są źródłem problemu czyli znowu aplikacji lub specjalnych stron internetowych.

Słodownik wspólnie z Anną Desponds rozmawiają w podcaście o slow web i tempie życia. Jest tam kilka ciekawych obserwacji ale moim zdaniem nie doceniają problemu i wynikającej z niego gorszej jakości naszego życia. Np. twierdzenie że pełna koncentracja ale na krótką chwilę, co przecież oferuje sieć, to też jakiś rodzaj powolności, to złuda. To pokazuje, że nie rozumieją istoty powolności. Podobnie jak Łukasz Najder gdy opisuje wyścig z czasem by przeczytać cykl książek podczas urlopu. Chociaż zauważa FOMO przez które musi przejść zanim swój maraton czytelniczy rozpocznie.

Za to Marek Bieńczyk ciekawie zauważa, że powolność to bycie we własnym czasie, który wyznacza granicę naszych światów. Jeśli to trochę enigmatyczne to przeczytajcie tekst, Bieńczyk to lepiej wyjaśnia. Podobnie jak Cichy, doszukuje się powolności w zwykłych czynnościach, powtarzanych ale najlepiej bez wyznaczanego regularnego tempa.

Czytanie wielu z tych tekstów to prawdziwa przyjemność ale wymagająca zwolnienia by się skupić i płynąć z tekstem a więc czynność sama w sobie będąca odtrutką na zagonienie.

Kontynuuj czytanie