Strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Czytaj więcej


Homo-corporaticus

Białe kołnierzyki zarobione w biurze i w domu dzięki technologicznym kajdankom, w czasie wolnym i podczas snu bo umysł się nie wyłącza.

Pochwała pracy jest jednym z najgorszych bzików współczesności- Hagiwara Sakutaro

Identyfikacja z firmą, zgoda na nadgodziny, brak dystansu i wynikający z tego stres, to wynik prania mózgów. Działanie przeciwne – rzucanie korporacji nie zawsze jest możliwe i sensowne. By nie dać się zwariować, by znaleźć sposób na funkcjonowanie dopasowany do własnej strefy bezpieczeństwa, emocji i wysokości kredytu konieczne jest nabranie dystansu. Uświadomienie sobie, że ten obowiązujący model to tylko szkodliwa dla nas (ale bardzo zyskowna dla pracodawców), umowna norma kulturowa. Można w niej funkcjonować dostrzegając jej relatywność.

Człowiek korporacji zaangażowany i pełen pasji

Każdy z nas, w taki czy inny sposób, zbiera bawełnę dla białego pana- James Lee Burke

Pieniądze są potrzebne, a praca bez zaangażowania to tortura. Ale czy samorealizacja w pracy sama w sobie jest wartością? Większość z nas nie pracuje nad lekarstwem na raka tylko stara się zaprojektować, wyprodukować lub sprzedaż więcej. Dla firmy a konkretnie dla jej właścicieli lub akcjonariuszy. Czy przez Nasze zaangażowanie życie i świat robi się lepszy? Czy może firma po prostu sprzeda więcej lub taniej wyprodukuje? Czy czasem nie wypruwamy żył, poświęcamy czas, energię i nerwy by napychać portfel komuś innemu?

Pieniądze często kosztują zbyt wiele- R.W. Emerson

Ile i kosztem czego to zaangażowanie i pasja w pracy? Płacimy nie tylko czasem. Również energią i chęcią by na koniec dnia lub tygodnia zrobić coś co MY uważamy za ważne. Czy nie zapie… przez cały dzień a dla siebie nic ważnego nie robimy? Czy tak chcemy przeżyć życie? Tak dociągnąć do emerytury? Nasze Życie to Nasz obowiązek, firma dba tylko o siebie (patrz Zarządzanie personelem).

Firmowa socjotechnika czyli tzw. kultura i tożsamość firmowa

No bo z jakiej, do cholery, racji, człowiek miał być zadowolony z tego, że wyrwany ze snu przez budzik, wyskakiwał z łóżka o 6.30 rano, wmuszał w siebie jakieś jedzenie, wysrał się, wysikał, umył zęby, przyczesał włosy, naużerał się z ulicznymi korkami, po to żeby dostać się tam, gdzie przysparzać miał grubszych pieniędzy komuś innemu i gdzie w dodatku oczekiwano od niego wdzięczności za to, że mu taką szansę oferowano- Charles Bukowski

Korporacje są niebezpieczne m.in. dlatego że, mając świetną socjotechnikę, uzależniają. Przez budowanie kultury i tożsamości korporacyjnej tworzą mechanizm dobrowolnej rezygnacji z własnych celów oraz indywidualności i stopniowe zastępowanie ich korporacyjnymi.

Jednym z objawów zbliżającego się załamania nerwowego jest przekonanie, że wykonujemy niezwykle ważną pracę- Bernard RusselA my, zmotywowany i zaaangażowany korpolud, w Mordorze czy innej lokalizacji, sprawdzamy się przezwyciężając trudności, wymyślając kreatywne rozwiązywania problemów, tworzymy coś nowego lub poprawiamy dotychczasowe wyniki. Przyswajamy sobie firmowe cele, normy i wartości, sposoby działania, komunikacji a nawet ocenę rzeczywistości. Tkwimy w sidłach bez poczucia przymusu, ale dlatego że chcemy. Bo przecież się realizujemy!

Dopóki pracujesz nie ma czasu spojrzeć życiu w oczy- Carlos Ruiz ZafonPrzestajemy być świadomi, że open space to równoległa rzeczywistość, której granice wyznaczają nie ścianki między biurkami ale projekty, czelendże, kejpiaje, z własnym językiem – korpomową. Żyjemy w wykreowanym korpoświecie gdzie dedlajn jest ważniejszy od ataku terrorystycznego, a nasza rola sprowadza się do zaangażowanego pracownika pasującego do profilu korporacyjnego.

Wykorzystanie (marnowanie) ludzkiego potencjału

Korporacjom zarzuca się czasami nieefektywność. Niesłusznie. To bardzo sprawne organizacje, tym bezwzględniej i efektywniej dążące do celu im bardziej ten cel ma wpływ na zadowolenie akcjonariuszy.

Jednak wielkość organizacji powoduje że towarzyszy temu mnóstwo spotkań, prezentacji, raportów, zestawień, budżetów, procedur. Złożoność interakcji ludzkich skutkuje w tysiącach (sic!) wiadomości typu „za chwilę wyślę Ci maila”, maili dupochronów, maili budujących własną markę, pokazujących jaki kawał roboty się odwaliło i problemy rozwiązało. Lean Management nie obowiązuje w ilości wymienianej informacji. Dlatego najtrafniejszy opis obowiązków służbowych to „moja praca polega na pisaniu maili”.

Część projektów, w które już zainwestowano, jest wstrzymywana. Ale do niektórych, przy kolejnej zmianie szefa lub strategii, się wraca. Bo zmiany w firmie są cykliczne: projekty są wskrzeszane, po fali redukcji zatrudnienia ludzie przyjmowani są na nowo. I raczej nie wiąże się to z reagowaniem na cykliczność świata zewnętrznego, lecz z wewnętrzną zmianą w równoległym korpoświecie – gdzieś na wyższych szczeblach drabiny zmieniła się wizja.

Efektywność

Wszystko jest pilne i musi byś asap. Roboty jest tyle, że jak coś dołożą to już nie robi różnicy. Nie ma kiedy przysłowiowych taczek załadować. Ale firma dba o pracownika i oferuje rozwiązania! Co prawda nie oczywistości typu zwiększenie zatrudnienia, wydłużenie terminu, lub możliwość odłożenia innych zadań. Proponowane rozwiązanie jest lepsze, bo umożliwia nam rozwój! Rozwój poprzez lepsze ZARZĄDZANIE CZASEM, stressem i zwiększenie EFEKTYWNOŚCI.
Tymczasem zwiększanie efektywności i wydajności to robienie z Nas frajerów a zarządzanie czasem to mydlenie oczu!

Jeśli będziesz przykładnie pracować osiem godzin dziennie, może Ci się kiedyś uda zostać kierownikiem i pracować dwanaście- Robert Lee FrostJeśli staniecie się bardziej efektywni to co firma zrobi z zaoszczędzonym czasem? Ktoś Wam zapłaci więcej, da wolne? Nie sądzę! Dołożą Wam roboty w uznaniu Waszych wyników. Efekty pracy zwiększają się bez podwyższania kosztów, a cenę w postaci większego napięcia, ciągłego skupienia, pracy pod zwiększoną presją, wypalenia zawodowego płacicie Wy (więcej tutaj). Wasz poziom stresu wzrasta, Waszych współpracowników, których stresujecie Waszym podenerwowaniem i Wasze rodziny, gdy przynosicie stres do domu. Podobno ciężką pracą osiąga się sukces. W czasach obsesji efektywności możliwość de-rekrutacji jest wyższa niż awansu. Na każdym stanowisku (zobacz Firma dziękuje). Spinkopraca, maksimum wydajności, dyspozycyjności, ciągle na wysokich obrotach? Nie bądźmy frajerami.

Work-life balance

– to opium dla pracowników. Żeby nas uspokoić, że się o nas dba. Część, włączając management i HR, faktycznie w to wierzy. I pewnie dlatego powstał trend zamieniania biur w małe miasteczka, w których można poćwiczyć, zagrać w piłkarzyki, zrobić małe zakupy, oddać rzeczy do pralni, itd. By mieć „life” nie wychodząc z pracy. Gdy Życie przeniesie się do biura twój „work-life” balance będzie zawsze dobry. Takiego połączenia Życia z Pracą chcecie?

Może dostajecie jakieś karty i karnety żeby np. uprawiać sport poza pracą. Tylko jak to zrobić, jeśli za długo siedzimy w biurze? Tu też firma pomoże i zorganizuje trening jak zwiększyć swoją wydajność czyli „jak wykonać więcej w krótszym czasie ale za to w większym stresie” (patrz Efektywność).

Praca nie ucieknie gdy pokazujesz dziecku tęczę, ale tęcza nie czeka aż skończysz pracować- powiedzenie chińskieAle przecież wcale nie musisz być w biurze. Można pracować w domu lub w godzinach bardziej Ci pasujących. Co oznacza – w pracy jesteś zawsze.

Zarządzanie personelem.

Firma chce zawsze więcej, najważniejsze są rezultaty i zadowolenie akcjonariuszy. Cokolwiek słyszycie innego; ani pracownicy, ani lokalne społeczności nie są w połowie tak ważne.

Dział zarządzania personelem jest po to by chronić firmę przed jej personelem- anonimowe

Pracownicy to zasób, którym się zarządza jak wszystkim innym – używa się go więcej w lepszych, mniej w gorszych czasach. Ludzie to pozycja w tabelkach z kosztami a firma to nie rodzina. W rodzinie nie zmniejsza się liczby członków gdy dochody są niskie, w rodzinie nie liczą się na pierwszym miejscu rezultaty finansowe. Imprezy firmowe, wyjazdy szkoleniowe, itp. to indoktrynacja, byśmy czuli się bardziej związani z firmą, intensywniej się angażowali a przez to byli bardziej produktywni. Nic w tym złego. Tylko nie zapominajcie, że jesteście jak skrzynka z narzędziami, podlegająca amortyzacji, którą można przenieść z jednego miejsca w drugie, lub wyrzucić. Ta maszyna bez nas i tak funkcjonuje więc więcej luzu i dystansu jest na miejscu.